Alma

W marcu 2018 r. pod naszą opiekę trafiła starsza goldenka. Zabraliśmy ją ze schroniska w Chorzowie.
Alma to przesympatyczna, stateczna, łagodna i spokojna starsza dama. Jest przyjaźnie nastawiona do całego świata. Alma lubi spokojne spacery, w domu jest mało aktywna.
Podczas badań RTG i USG w żołądku Almy lekarze znaleźli metalowy kapsel. Na szczęście został on wydalony naturalnie i nie było potrzeby usuwania operacyjnego. Alma przeszła zabieg usunięcia zmiany na gałce ocznej, zmiana ta okazała się łagodna. U Almy została zdiagnozowana i wyleczona anaplazmoza. Sunia ma trochę problemów zdrowotnych (nawracające stany zapalne trzustki i wątroby, problemy kardiologiczne, problemy kostno-stawowe), jest pod stałą opieką lekarską, przyjmuje odpowiednie leki, jest na specjalistycznej diecie. Almuszka ma też osłabione czucie w tylnej części ciała i związane z tym problemy ze wstawaniem i poruszaniem się.
Alma przebywa w domu tymczasowym w Chorzowie. Z racji wieku, licznych problemów zdrowotnych i związanym z nimi kosztownym leczeniem, Alma pozostanie dożywotnio pod naszą opieką.

  • zdjęcie psa
  • zdjęcie psa
  • zdjęcie psa
  • zdjęcie psa

Wiek: szacowany na 14 lat

Alma przebywa w Domu Tymczasowym w Będzinie pod opieką Pauliny i Mateusza

Opiekunem domu tymczasowego jest Alicja Jakubowska

Status: nie do adopcji

badanie krwi: morfologia, biochemia, hormony tarczycy, choroby odkleszczowe, badanie moczu, badanie USG, badanie RTG, badania EKG i echo serca, badasnie histopatologiczne usuniętej narośli podkórnej oraz narośli na gałce ocznej, badanie na choroby odkleszczowe

odrobaczona, zaszczepiona, wysterylizowana

zwyrodnienia stawów kolanowych, spondyloza kręgosłupa, niedomykalność zastawki trójdzielnej, nawracające zapalenia trzustki i wątroby

Możesz wpłacić darowiznę dla Almy

Możesz zostać wirtualnym opiekunem Almy

Wirtualni opiekunowie Almy: Justyna Szumieł, Aleksandra Lewicka, Kacper Gucma, Anna Pieczatkiewicz, Izabela Dubiel

Wieści z domu tymczasowego (DT)

  • Comments Box SVG iconsUsed for the like, share, comment, and reaction icons

    2 tygodnie temu

    Alma rezydentka

    Wieści z domu tymczasowego

    Dziś post troszkę inny. Może odbierzecie go jako użalanie się, skarżenie, narzekanie. A może zgodzicie się ze mną i zrozumiecie...

    Mówi się, że starość się Panu Bogu nie udała. Zauważamy to dopiero gdy mamy do czynienia z tym stanem czy to w obcowaniu z ludźmi czy zwierzętami. Zajmowałam się przez kilka lat starszą schorowaną osobą z demencją. Podobne potrzeby, każdy chce pić, jeść, umyć się, wyjść przewietrzyć czy załatwić sprawy fizjologiczne. Podobna niezależność, bez nas, nie są w stanie zrobić nic. Podobny strach, gdy piszczy (w przypadku psa) lub krzyczy (w przypadku człowieka) musimy domyśleć się o co chodzi i pomóc. Czasem diagnoza będzie trafna. Wystarczył łyk wody. To o to był cały krzyk. Uff, tak niewiele. Ale czasem mimo usilnych starań, kombinacji i stawania na głowie nie zaspokoimy ich potrzeb, nie uciszymy, nie utulimy. Bo być może nie tylko my, ale również oni sami nie wiedzą czego potrzebują.

    Opieka nad Almą – starszym niepełnosprawnym psem jest niezwykle trudna. I to nie tylko pod względem fizycznym ale i psychicznym. To pies który jest sprawy umysłowo ale ograniczony ruchowo. To tak jakby nam, pełno sprawnym ludziom uniemożliwić poruszanie się oraz mówienie. Leżymy więc przykuci do łóżka z ogromnym pragnieniem napicia się wody ale bez możliwości zakomunikowania o tym więc piszczymy. Chce nam się siku, drzwi są otwarte wystarczy wyjść... piszczymy. Leżymy na lewym boku ale coś nas gniecie, jest niewygodnie, chcemy zmienić pozycje, piszczymy. Właśnie wróciliśmy ze spaceru, jesteśmy wysikani i napici, zjedliśmy kolacje i położono nas do łóżka otulając kocykiem ale..... piszczymy. Więc zdjęto z nas kocyk, może za gorąco, jeszcze jedna wycieczka do miski, położono nas na drugim boku....nie, dalej coś jest nie tak....piszczymy.

    Do momentu gdy Almusi kompletnie nie odmówiły posłuszeństwa stawy była bardzo ruchliwym psem jak na jej wiek. Co chwile się podnosiła, wychodziła na dwór, robiła kółeczka i wracała. Za chwile wstawała pozwiedzać pokój, obwąchać miskę i kładła się tylko po to by zaraz poczłapać za mną bo wyszłam do innego pomieszczenia. Dlatego teraz po prostu nie ogarnia tego, że nie może wstać. Kręci się więc, podnosi na przednich łapkach odpychając w ten sposób i wędruje tak po całej kuchni. Niezliczoną ilość razy na dzień podnoszę ją i prowadzę tam, gdzie chce iść. Bywa jednak, że po powrocie na łóżko dalej coś jest nie tak. I wyje, charczy, szczeka i piszczy... czasem mam ochotę wyjść, uciec jak najdalej by nie słyszeć tego zawodzenia....

    To samo jest w nocy. Budzi się kilkukrotnie o różnych godzinach. Zazwyczaj ok godz 2, następnie ok 5, czasem te 2 razy, czasem 3 jednak nie pamiętam kiedy ostatni raz przespałam całą noc.

    O ile to jej piszczenie i wycie jakoś można znieść tak najgorsza jest kupa. Alma nie trzyma stolca. Kompletnie nad nim nie panuje. Obojętne czy śpi czy chodzi czy stoi w gabinecie lekarza, po prostu kupa wychodzi znienacka. Zaraz gdy to zauważę to zbiorę i po temacie natomiast gdy zrobi w nocy a chwile potem się przebudzi i próbuje wstać, wiercąc się i przesuwając po podłodze to ja po wstaniu z łóżka o tej 2 w nocy zastaje widok zafajdanej Almy, jej posłania, kocyka, dywanu podłogi a czasem też mebli. Zależy jak daleko zawędrowała zanim się przebudziłam. Czasem zdarza się, że po wysprzątaniu o tej 2 godzinie , budzi mnie o 5 rano i widok mam podobny.

    Przepraszam, że opisuje to z takimi szczegółami. Nie wiem już jaki zapach bardziej mi przeszkadza czy kupy czy płynu do dezynfekcji który gryzie mnie w nozdrza. Alma bytuje w kuchni. Nasza kuchnia nie pachnie jedzeniem. Ciężko jest pozbyć się uporczywego zapachu, który stale jest produkowany. Z tego powodu nie zapraszam nikogo do domu bo ktoś kto nie ma psa ....albo i ma...może nie zrozumieć.

    Moja Anetka jest spsionym dzieckiem. Od urodzenia wychowuje się z psami i ciągle je naśladuje. Biega więc na rękach w kuchni w której Alma się załatwia.

    My zawsze dużo jeździliśmy. Aktualnie można Alme zostawić na góra 7 godzin w godzinach porannych a po tak długiej nieobecności trzeba liczyć się ze sprzątaniem. Nie możemy liczyć na nikogo z rodziny kto by się nią zajął , niestety.

    Alma daje nam lekcje jakich jeszcze nie mieliśmy. Uczy nas pokory, dyscypliny, wytrwałości i cierpliwości. Zmusza do wielu wyrzeczeń.

    Nie powinnam się żalić, jest mi najzwyczajniej głupio ponieważ Fundacja staje na głowie by zapewnić nam dosłownie wszystko co potrzebne do opieki. Może po prostu potrzebowałam się komuś wyżalić/wypisać. Nikt inny oprócz ludzi na tej grupie mnie nie zrozumie.

    Każdy z nas kiedyś się zestarzeje. Każdemu należą się godne warunki życia. Każdy zasługuje na opiekę. Każdemu życzę jego własnego anioła, który mimo trudnych dni będzie z nim do końca.
    ... Zobacz więcejUkryj

    Alma rezydentka

Wieści z domu tymczasowego

Dziś post troszkę inny. Może odbierzecie go jako użalanie się, skarżenie, narzekanie. A może zgodzicie się ze mną i zrozumiecie...

Mówi się, że starość się Panu Bogu nie udała. Zauważamy to dopiero gdy mamy do czynienia z tym stanem czy to w obcowaniu z ludźmi czy zwierzętami. Zajmowałam się przez kilka lat starszą schorowaną osobą z demencją. Podobne potrzeby, każdy chce pić, jeść, umyć się, wyjść przewietrzyć czy załatwić sprawy fizjologiczne. Podobna niezależność, bez nas, nie są w stanie zrobić nic. Podobny strach, gdy piszczy (w przypadku psa) lub krzyczy (w przypadku człowieka) musimy domyśleć się o co chodzi i pomóc. Czasem diagnoza będzie trafna. Wystarczył łyk wody. To o to był cały krzyk. Uff, tak niewiele.  Ale czasem mimo usilnych starań, kombinacji i stawania na głowie nie zaspokoimy ich potrzeb, nie uciszymy, nie utulimy. Bo być może nie tylko my, ale również oni sami nie wiedzą czego potrzebują.

Opieka nad Almą – starszym niepełnosprawnym psem jest niezwykle trudna. I to nie tylko pod względem fizycznym ale i psychicznym. To pies który jest sprawy umysłowo ale ograniczony ruchowo. To tak jakby nam, pełno sprawnym ludziom uniemożliwić poruszanie się oraz mówienie. Leżymy więc przykuci do łóżka z ogromnym pragnieniem napicia się wody ale bez możliwości zakomunikowania o tym więc piszczymy. Chce nam się siku, drzwi są otwarte wystarczy wyjść... piszczymy. Leżymy na lewym boku ale coś nas gniecie, jest niewygodnie, chcemy zmienić pozycje, piszczymy. Właśnie wróciliśmy ze spaceru, jesteśmy wysikani i napici, zjedliśmy kolacje i położono nas do łóżka otulając kocykiem ale..... piszczymy. Więc zdjęto z nas kocyk, może za gorąco, jeszcze jedna wycieczka do miski, położono nas na drugim boku....nie, dalej coś jest nie tak....piszczymy.

Do momentu gdy Almusi kompletnie nie odmówiły posłuszeństwa stawy była bardzo ruchliwym psem jak na jej wiek. Co chwile się podnosiła, wychodziła na dwór, robiła kółeczka i wracała. Za chwile wstawała pozwiedzać pokój, obwąchać miskę i kładła się tylko po to by zaraz poczłapać za mną bo wyszłam do innego pomieszczenia. Dlatego teraz po prostu nie ogarnia tego, że nie może wstać. Kręci się więc, podnosi na przednich łapkach odpychając w ten sposób i wędruje tak po całej kuchni. Niezliczoną ilość razy na dzień podnoszę ją i prowadzę tam, gdzie chce iść. Bywa jednak, że po powrocie na łóżko dalej coś jest nie tak. I wyje, charczy, szczeka i piszczy... czasem mam ochotę wyjść, uciec jak najdalej by nie słyszeć tego zawodzenia....

To samo jest w nocy. Budzi się kilkukrotnie o różnych godzinach. Zazwyczaj ok godz 2, następnie ok 5, czasem te 2 razy, czasem 3 jednak nie pamiętam kiedy ostatni raz przespałam całą noc.

O ile to jej piszczenie i wycie jakoś można znieść tak najgorsza jest kupa. Alma nie trzyma stolca. Kompletnie nad nim nie panuje. Obojętne czy śpi czy chodzi czy stoi w gabinecie lekarza, po prostu kupa wychodzi znienacka. Zaraz gdy to zauważę to zbiorę i po temacie natomiast gdy zrobi w nocy a chwile potem się przebudzi i próbuje wstać, wiercąc się i przesuwając po podłodze to ja po wstaniu z łóżka o tej 2 w nocy zastaje widok zafajdanej Almy, jej posłania, kocyka, dywanu podłogi a czasem też mebli. Zależy jak daleko zawędrowała zanim się przebudziłam. Czasem zdarza się, że po wysprzątaniu o tej 2 godzinie , budzi mnie o 5 rano i widok mam podobny.

Przepraszam, że opisuje to z takimi szczegółami. Nie wiem już jaki zapach bardziej mi przeszkadza czy kupy czy płynu do dezynfekcji który gryzie mnie w nozdrza. Alma bytuje w kuchni. Nasza kuchnia nie pachnie jedzeniem. Ciężko jest pozbyć się uporczywego zapachu, który stale jest produkowany. Z tego powodu nie zapraszam nikogo do domu bo ktoś kto nie ma psa ....albo i ma...może nie zrozumieć.

Moja Anetka jest spsionym dzieckiem. Od urodzenia wychowuje się z psami i ciągle je naśladuje. Biega więc na rękach w kuchni w której Alma się załatwia.

My zawsze dużo jeździliśmy. Aktualnie można Alme zostawić na góra 7 godzin w godzinach porannych a po tak długiej nieobecności trzeba liczyć się ze sprzątaniem. Nie możemy liczyć na nikogo z rodziny kto by się nią zajął , niestety.

Alma daje nam lekcje jakich jeszcze nie mieliśmy. Uczy nas pokory, dyscypliny, wytrwałości i cierpliwości. Zmusza do wielu wyrzeczeń.

Nie powinnam się żalić, jest mi najzwyczajniej głupio ponieważ Fundacja staje na głowie by zapewnić nam dosłownie wszystko co potrzebne do opieki. Może po prostu potrzebowałam się komuś wyżalić/wypisać. Nikt inny oprócz ludzi na tej grupie mnie nie zrozumie.

Każdy z nas kiedyś się zestarzeje. Każdemu należą się godne warunki życia. Każdy zasługuje na opiekę. Każdemu życzę jego własnego anioła, który mimo trudnych dni będzie z nim do końca.

    Dodaj Komentarz

    Serdecznie Wam współczuję...

    Paulinka, przechodziłam dwa razy, z Normisiem dłużej, z Pepciem krócej, ale doskonale znam te uczucia i to zmęczenie... Tulę i życzę siły, bo to co Wy robicie dla Almusi i wielu innych cudownych ludzi na tej grupie dla innych zwierząt, niejeden człowiek nie ma takiej opieki na starość...😘🥰😘

    Wiem. To samo przerabialam z moim Karolkiem :(. Bidulek

    Życzę siły ... ściskam Was mocno ... <3

    Świetnie rozumiem. Napisałam na priv.

    Wiem też o czym Pani pisze Nie ma z nami Nera 3 miesiące a ja ciągle nadsluchuje czy się nie obudzi, czy nie trzeba pomóc wstać... Bardzo za Nim tęsknię i życzę duuuzo sil

    Pani Paulino, jesteście aniołami, dzięki Wam sunia jeszcze żyje, ktoś inny mógłby nie wytrzymać tak intensywnej opieki. Częściowo przechodzilam przez coś podobnego z psem pudlem który żył 18 lat i zmarł na raka. Oby więcej było takich osób jak Wy. Życzę dużo sił a Almie poprawy zdrowia.

    Po części rozumiem, co przechodzicie i bardzo współczuje i zycze wytrwałosci. Rozumiem to zmęczenie tez od 1,5 roku nie przespałam ani jednej nocy, co noc z Yoko trzeba wychodzić zwykle 2 razy i o podobnych godzinnych 2 i 5 rano. Tez latam na mopie bo kroplekuje, ciagle popuszcza,. Trzymajcie sie 💪🏻❤️🐾 ps. a moze kiedy wychodzicie i na noc zakładac jej pieluche ? wtedy nie trzeba bedzie sprzątac Jesteście niesamowici ❤️ wyobrazam sobie ile Was to kosztuje, Alma moze nie jest w pełni tego swiadoma, ale myslę, ze tez to docenia ❤️🐾

    Każdy czasem musi z siebie „ coś” wyrzucić i komuś się wygadać. Nie mam pojęcia o opiece nad psim seniorem w takim stanie ale widzę że to bardzo ciężka i odpowiedzialna praca. Jestem pełna podziwu dla Całej Waszej rodziny. Mam nadzieję że po chwilach zwątpienia przychodzą też chwile dające nadzieję że to co robicie dla Almy ma ogromne znaczenie i sens❤️❤️❤️ pozdrawiam Was serdecznie! Trzymajcie się w tym trudnym czasie❤️

    Czytając ten post wróciłam myślami do opieki nad naszym 16 letnim ciężko chorym psem ,walczyliśmy rok o Niego , niestety choroba nas pokonała 😢 ...to wszystko przeszliśmy pies leżący i fizjologia , cała rodzina zaangażowana umęczona na skraju wytrzymałości , spanie po 2 godziny na zmiany, w dzień pies odsypial a ty musisz funkcjonować , pracować , ugotować ,dom posprzątać i co chwila doglądać psa , noszenie na rękach 40 kg tez łatwe nie było. , codzienne podmywanie psa ( zrobił pod siebie) ... ale powiem tak opieka bardzo ciężka ale to inna miłość i poświęcenie ten CzS choroby tak bardzo nas scementował razem tak czuliśmy się blisko siebie ... gdy odszedł tak jakby nasz świat się rozprysnąl na drobne kropelki , nie umieliśmy się odnaleźć w nowej rzeczywistości ... do dziś to przeżywamy choć minął już rok ... teraz tak bardzo brakuje mi tego czasu

    Bardzo mi przykro i w 100% rozumiem 🙁 Miałam podobnie z moją psiną pod koniec 🙁 Już nie chciała za bardzo jeść, trzeba było ją karmić... 🙁 Ja starałam się być przy niej w dzień jak najwięcej, moja mama wzięła "dyżury nocne" 🙁 Przewracanie z boku na bok co 2-3h :/ Musiałam ją po schodach znosić (szczęście, że to tylko pierwsze piętro, bo kręgosłup już momentami mi odmawiał posłuszeństwa 🙁 A za 20 dni minie rok od podjęcia przez nas najcięższej decyzji :'( - zachłystowe zapalenie płuc i w konsekwencji niedotlenienie mózgu 🙁 Tydzień walki, wypożyczony z drugiego końca miasta koncentrator tlenu 🙁 I nagle skończyły się kroplówki, spacery (pod koniec trzeba było tył na szaliku podpierać)... 🙁 Chyba też musiałam się wyżalić 😉 Wytrwałości!!! <3

    Trzymamy kciuki za wytrwałość. Freddie też nam „dajew kość” - ciężko mu czasem wstać - bardzo często muszę go podnosić, kiedy tylne nogi odmawiają posłuszeństwa. Kupy robił znienacka, czasami zdażyło mu się w domu - usiłował wstać - a tam niespodzianka.... Ale powiem tak - wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. W naszych przypadkach wierzę, że ważnego!

    Rozumiem z całego serca😪🐶😪i bardzo Wam współczuje

    Może tutaj znajdzie się ktoś z waszych okolic, kto by zaopiekował się psiakiek byście mogli wyjść na dłużej odpocząć?

    Paulinko czasami warto się wyżalić. Trudny czas i naprawdę Cię rozumie a najbardziej w kwestii kupy. Logan całe szczęście jest sprawny fizycznie ale nocne załatwianie się pod ogon to praktycznie już standard. Budzenie się Logana w nocy przemieszczanie się głośne picie wody powodują że też już nie pamiętam kiedy przespałam całą noc. Logan po takiej nocy najspokojniejszy jest tak do godzin popołudniowych a później już zaczyna się pańcia nie wiem czego chcę np otwieram mu drzwi na taras kilka razy w ciągu kilku minut, on podchodzi do miski z wodą co chwila, coraz częściej na spacerze musi mieć zapiętą smycz bo chłopak się zawiesza i zaczyna biec w siną dal. Starość rzeczywiście nie jest dobrym okresem w życiu. Najgorsze jest to że nie wiemy czego nasz przyjaciel chce a chcielibyśmy mu nieba uchylić. Paulinko jestem z Wami dacie radę. Almusia jest u Was szczęśliwa a Wy jesteście szczęśliwi z nią❤❤

    Moja Sara też nie umiała trzymać kupy myślałam że tyko ona tak miała już pod koniec życia miałam ją z 3 piętra z wody na dwór bo już nie chała chodzić porażenie łap mam ten obraz do teraz przed oczami ściskam was dużo siły życzę rozumiem jak to jest patrzeć na takie cierpię pieska teraz patrzę na moją Lily 3 lata w tym roku 4 łatkę i wiem że damy radę jeśli się historia powtórzy będę się nią opiekować za ,X lat skąd jesteście mogę pomóc jeśli chcecie odpocząć tyko że ja Katowice 💙💙

    Rozumiem Was i podziwiam 🤗🤗 każdy musi się czasem wyżalić. Starość się ewidentnie panu Bogu nie udała ale może w ten sposób sprawdza nasze człowieczeństwo

    Sercem z Wami..

    Przepraszam, ale jak nie zapytam,to chyba nie będę spać w nocy. Czy ten pies jest w tym wszystkim szczęśliwy ? Dorosły pies,który zapewne był czysty całe życie , leży w kuchni ufajdany i bezradny ? Czy ona nie cierpi ,że tak żyje ? Mam starszego ale jeszcze sprawnego psa. Z przejęciem przeczytałam ten post. Miałam także kiedyś chorego starszego psa jako do im tymczasowy i nigdy nie zapomnę jak ten pies cierpiał z powodu każdej swojej niesprawności i " wpadki". Był bardzo nieszczęśliwy , a trudności w załatwianiu potrzeb fizjologicznych sprawiały ,że zapadał się w sobie dosłownie jakby że wstydu. Szybko się poddał. Nie chciał tak żyć .

    Na pewno to bardzo trudne doswiadczenie nie wątpię w to, mysle jednak ze ono zmienia nasze spojrzenie na życie i jest wspaniała szkolą empatii. A taki post czasem pozwala dać upust emocjom a potem poprawić koronę itd❤️

    Paulina ja zawsze się zastanawiam skąd Ty czerpiesz ta siłę i pogodę ducha 💪 myśle że każdy ma tą swoją wytrzymałość , wtedy coś w człowieku pęka . Później wszystko wraca do normy a człowiek się gani za złe słowa , myśli 🙈jestem pewna że wiele aniołów krąży nad Tobą 😇trzymaj się kochana , jak potrzebujesz czegoś to dzwoń 😍

    Wielki szacunek !

    Współczuję i Wam i Almie, opiekowałam się moimi dwoma psami i kotem (jamnikiem, goldenem i maine coonem) przed śmiercią i wiem jakie to trudne zarówno od strony fizycznej i psychicznej. Zwierzę cierpi i my cierpimy, a najgorsze jest wg mnie to, że biedne nie rozumie co się z nim dzieje, bo jeszcze jakiś czas temu było dobrze, można było chodzić, jeść, nawet się bawić, a teraz ... 😢 Trzymajcie się ❤️

    Rozumiem, współczuję, chciałabym pomóc

    Znam to z doświadczenia. Diuk pod koniec swojego życia również zawodził i miał dziwne potrzeby choćby i przymusowe wyjścia o 2 czy 3 nad ranem. Piski, pobudki, skomlenia. Potem chwilą spokoju jakby oprzytomnial I nagle znów powtórka z rozrywki. Ciężko było mi patrzeć i zrozumieć jego potrzeby. Czasami płacz bo jak się porozumieć, jednak koniec końców dotarliśmy wspólnie (choć moja mama najbardziej była zaangażowana) do jego finału. Wciąż go kocham i tęsknię za tą marudą

    View more comments

    Pokaż starsze wpisy
  • Więcej o Almie możesz przeczytać na FaceBook’u, na grupie Fundacja Pomocy Goldenom AUREA–PODOPIECZNI

    nasi podopieczni

    w przygotowaniu do adopcji
    w przygotowaniu do adopcji
    zdjęcie psa
    czeka na adopcję
    zdjęcie psa
    w przygotowaniu do adopcji
    czeka na adopcję
    zdjęcie psa, golden retriever z gumowym kurczakiem w pysku
    czeka na adopcję
    zdjęcie psa
    czeka na adopcję
    zdjęcie psa
    czeka na adopcję
    zdjęcie psa
    nie do adopcji